Anioł Stóż nie może być człowiekiem, co za tym idzie, nie może być osobą, w której się zakochaliśmy, ponieważ Anioły nie mają ciała. Są to duchy czyste, nieśmiertelne i doskonalsze od ludzkich istot. Anioły są powiernikami między nami a Bogiem.
Opowieść o niej zaczyna się we Włoszech w 1492 roku. Urodzona w szlacheckiej rodzinie, zaczęła tworzyć jako młoda kobieta, przedwcześnie owdowiała. Pierwsze wiersze poświęciła pamięci męża, przelewając na papier swą żałobę. Później zaczęła publikować bardzo osobiste wiersze o wierze. Od razu zyskała wielbicieli.
Nasz anioł nie uchroni nas więc od pewnych doświadczeń sprzyjających duchowemu wzrastaniu. Będzie jednak modlić się za nas i towarzyszyć nam w samym sercu tej walki. Pomyślmy o św. Ignacym Loyoli i jego nodze złamanej podczas oblężenia Pampeluny. Czy o św. Janie od Krzyża, wtrąconym do lochu przez swoich braci karmelitów
Ksiądz jest tylko człowiekiem , z krwi i kości , i tak jak my też popełnia błędy , też może zejść na złą drogę a nawet się zakochać w kobiecie , z tym gdy już się zakocha to jako kapłan i sługa boży musi z tym walczyć i tą miłość przepracować w miłość bezinteresowną i odpowiedzialną bo przecież gdy nie znał tej kobiety to złożył ślubowanie Bogu żeby mu
Temat: Czy trener może się zakochać w kursantce, i czym to grozi? Miłość nie wybiera. Mówiąc poważnie nie widzę w tym nic złego. A grozi to jedynie tym, że zakochana kursantka będzie odrobinę żyć w innym świecie, ale to normalny stan zakochania.
Pisanie automatyczne: po sformułowaniu pytania, cichego lub napisanego, daj się poprowadzić po kartce papieru, aż pojawią się rysunki lub teksty. Pamiętaj, że modlitwa, nadprzyrodzony akt dialogu bezpośrednio z boskością, jest najczęstszą tradycyjną metodą wzywania mocy twojego anioła stróża.
. Tajemniczym światem aniołów interesujemy się z wielu powodów. Myślę, że warto swoje zainteresowanie tym tematem przełożyć na spojrzenie, które pozwoli nam czegoś się od aniołów nauczyć, bo w końcu o to chyba chodzi. Wiedza o tym, ile jest chórów anielskich, jak się nazywają czy po której stronie lata nasz anioł stróż, jest bardzo ciekawa i czasem dobrze się czegoś tu dowiedzieć. Na nic jednak nam ta wiedza, jeżeli nasze życie ani drgnie pod jej wpływem. Przy bramach nieba nie czekają bowiem egzaminatorzy z pasjonującego skądinąd przedmiotu, jakim jest wiedza o sacrum, tylko kochający Bóg z pytaniem o wiarę, nadzieję i miłość. Dobrze jest więc spojrzeć na aniołów jako na kogoś, kto może nas czegoś nauczyć. Przykład, gdy brak przykładu W swoim „Dzienniczku” św. Faustyna napisała o św. Michale Archaniele, że „nie miał przykładu w pełnieniu woli Bożej, a jednak spełnił wiernie życzenia Boże”. Według tradycji on był tym pierwszym, który wystąpił przeciwko zbuntowanym aniołom. Wcześniej nie było żadnego stworzenia, z którego można by wziąć przykład. My, ludzie, rzadko tak działamy. Nie chcemy wychodzić przed szereg, nie chcemy przecierać innym szlaków. To przeważnie dużo kosztuje, naraża nas na zbyt wielkie ryzyko i niebezpieczeństwo. Ruszenie do przodu jako ten pierwszy wiąże się zazwyczaj z wzięciem na swoje barki roli lidera, a niewielu z nas chce nim być, bo to duża odpowiedzialność. Wolimy więc stać gdzieś na uboczu, przyglądać się, a gdy stwierdzimy, że jest na to dogodny moment, wkraczamy ewentualnie do akcji. Od dwóch tysięcy lat wynosimy na ołtarze świętych, którzy mają być dla nas przykładem, jak można dochodzić do Boga. Mamy ich już tylu, że można by nimi obłożyć każdy dzień w roku w trzydziestu kalendarzach. Są patronami właściwie wszystkiego. Nie ma sprawy, która nie miałaby swojego świętego. Masz czkawkę? Jest św. Bernardyn ze Sieny. Masz nieposłuszne psy? Jest św. Hubert. Masz złośliwą żonę? Jest św. Gummar. Jesteś brzydki? Tak, tak, od tego też jest święty – św. Drago. Dysponujemy skarbcem wzorów godnych naśladowania, z którego możemy czerpać przez całe życie, i nie ma możliwości, byśmy go wyczerpali. W życiu bywa, że czasem stajemy w obliczu jawnej niesprawiedliwości i – choć inni też to widzą – nikt nie reaguje. A niewątpliwie trzeba, o czym będzie nas potem przekonywać gryzące sumienie, jeżeli i my nic nie zrobimy. Trudno jest wystąpić jako pierwszy, na przykład broniąc kogoś niesłusznie oskarżonego czy wstawiając się za klasowym popychadłem, ale tego uczy nas choćby św. Michał Archanioł. Aniołowie pod jego przywództwem są dla nas przykładem, jak działać, gdy – jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi – nie mamy odpowiedniego przykładu działania i przychodzi nam być tymi pierwszymi, którzy zareagują. Uczucia i emocje to źli doradcy Drugą rzeczą, którą możemy nauczyć się od aniołów, jest niekierowanie się emocjami. Pamiętam, że przez długi czas, gdy patrzyłem na wizerunki św. Michała Archanioła, zastanawiałem się, jak to jest, że został on przedstawiony w walczącej pozie, z uniesionym wysoko mieczem, przygotowanym do uderzenia, a jego twarz jest taka spokojna. Ten kontrast długo mnie intrygował. Na twarzach walczących ludzi z reguły malują się przecież złość, nienawiść, wściekłość, szał i inne podobne uczucia. Twarz św. Michała natomiast wygląda jak symbol spokoju i opanowania. Wszystko wyjaśniło się, gdy znalazłem w „Państwie Bożym” św. Augustyna fragment dotyczący aniołów, który mówił, że muszą oni „bez gniewu karać tych, których odwieczny wyrok Boży karać poleca, i bez współczucia dla nieszczęścia wspierać nieszczęśliwych, i bez uczucia trwogi wobec niebezpieczeństwa grożącego tym, których miłują, z pomocą spieszyć”. Również św. Dionizy Areopagita, opisując hierarchię anielską, stwierdził, że aniołowie wykonują swoje zadania, które można wykonywać, będąc powodowanym uczuciem gniewu, współczucia i trwogi, lecz u nich czyny te wynikają z „męskiej energii ich rozumu” i „nieprzezwyciężonej wytrwałości w porządku boskim i niewzruszonym”. W ich działaniach nie ma emocji, bo rozum jest od nich ważniejszy i to jemu są podporządkowane. My, ludzie, wiemy bardzo dobrze, że emocje i uczucia są złym doradcą, choć ta wiedza często jest przysłaniana chwilowym podekscytowaniem, irytacją czy rozpaczą. Kierowanie się uczuciami bardzo często wpędza nas w kłopoty. To one sprawiają, że niesprawiedliwie oceniamy innych ludzi, że bierzemy to, co do nas nie należy, że chodzimy drogami, które co prawda dają wiele przyjemności, ale mają to do siebie, że prowadzą raczej w dół niż w górę. Emocje i uczucia szybko się zmieniają, a jeżeli mamy się w życiu czymś kierować, to lepiej podążać za tym, co niezmienne, stałe i pewne. Każdy pielgrzym to przyzna, a my jesteśmy w końcu Kościołem pielgrzymującym. Warto mieć, gdy coś w środku targa nas na wszystkie strony, przed oczami wizerunek św. Michała, który będzie przypominał, że jeżeli będziemy wiedzieć, czego chce od nas Bóg, i będziemy za tym podążać, to osiągniemy spokój i nie będzie potrzeby, by unosić się gniewem. Pokora, pokora i jeszcze raz pokora Trzecią rzeczą, której możemy nauczyć się od aniołów, jest niesamowita pokora i to, że nie szukają oni dla siebie uznania czy poklasku. Aniołowie są istotami duchowymi, doskonalszymi od nas, a jednak nam służą. Oczywiście na początku nie każdemu z nich się to spodobało, stąd bunt Lucyfera i jednej trzeciej aniołów. Mimo to ogromna ich większość zdecydowała się (mają bowiem wolną wolę) na przyjęcie tego zadania od Pana Boga. Ja w każdym razie swojego anioła stróża podziwiam – nie musi tego robić, ale lata za mną krok w krok lub raczej: skrzydło w rękę, i ogląda to wszystko, co wyprawiam, a potem jeszcze jest na każde moje zawołanie, gdy akurat potrzebuję pomocy, bo sam się wpakowałem w jakieś bagno, i go wołam. Czyż to nie jest jeden z najdoskonalszych przejawów pokory i poświęcenia? Być przy człowieku przez tyle czasu, w dodatku często jako ktoś ignorowany i prawie niezauważany, a mimo to nieść pomoc, gdy tylko on sobie o nas przypomni. Pamiętam jedno ze swoich pierwszych zetknięć z wolontariuszami. To było w Krakowie podczas Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, który co roku organizuje fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko. Pamiętam, że imponowały mi osoby, które w zielonych koszulkach z logo fundacji i z plakietkami zawieszonymi na szyjach pomagały zarówno niepełnosprawnym uczestnikom festiwalu, jak i organizatorom w sprawnym przygotowaniu imprezy. Krążyły wokół bawiących się ludzi, doglądały i sprawdzały, zawsze gotowe pomóc, gdy tylko ktoś się do nich w jakiejś sprawie zgłosi. Oprócz tego świetnie się bawiły, tańczyły i uśmiech nie schodził z ich twarzy. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem lepszego przedstawienia tego, jak wyglądają i działają aniołowie. Miałem wtedy wrażenie – nieważne, jak patetycznie to zabrzmi – że tak jak Bóg stworzył aniołów, żeby niejako za kulisami pomagały Mu ogarniać wszechświat, tak różnego rodzaju fundacje i organizacje przyjmują wolontariuszy, by dać im okazję do uratowania świata. Powód ich działania i metody są w zasadzie podobne. Wtedy naprawdę pierwszy raz popatrzyłem na wolontariuszy jako na osoby, które często w sposób niewidoczny dla świata heroicznie podtrzymują go w istnieniu. Widać więc, że są możliwości, by w sposób prawie że dosłowny naśladować naszych aniołów. To tylko część z tego, czego możemy nauczyć się od aniołów. Patrzmy na nich w ten sposób, a na pewno nasze zainteresowanie przełoży się na coś dobrego. Tomasz Powyszyński Artykuł ukazał się w listopadowo-grudniowym numerze „Któż jak Bóg” 6-2017. Zapraszamy do lektury!
Od tego momentu chciałabym wprowadzić coś nowego na moim blogu, a natomiast pisać też trochę o moim życiu miłosnym . A dlaczego miłosnym ? Bo blog ogólnie jest o miłości :D Ale o tym zawsze bd pisac na końcu . Dzisiejszym tematem przewodnim bd to czy można się zakochać w przyjacielu lub przyjaciółce ? Ale najpierw trzeba wgl wiedzieć kto to jest prawdziwy przyjeciel , bo nie każdy kumpel czy kumpela jest twoim przyjacielem . Ale mogę cię zapewnić , że prawdziwy przyjaciel zawsze znajdzie dla cb czas , w pełni cię zaakceptuje i nie bd chciał cię zmienić , nie obgaduje cię , nie bd miał nic przeciwko , gdy w życiu jednego z nich pojawi się miłość , zawsze powie ci prawdę , nawet , gdy jest to trudne , powierzy ci twoje sekrety , wspiera cię w ciężkich momentach , nie odbije ci dziewczyny czy chłopaka , szanuje cię i potrafi ci przebaczyć . Te podpunkty tyczą się również do cb . I teraz już , gdzy znajdziesz taka osobę , gdzieś później może pojawić się miłość . Druga osoba to praktycznie wtedy wie o Tobie wszystko i można powiedzieć , że jest twoją taką drugą połówką . Więc mi się wydaje , że w przyjacielu czy w przyjaciółce można się zakochać zapewne szybciej niż w kimkolwiek innym . WIęc to jest chyba dość fajne . Choć jak widzę , ludzie stają , albo chcą się stać przyjaciółmi dopiero wtedy, gdy im , że tak powiem " nie wyjdzie " . Czy takie coś jest dobre ? Jakoś do końca nie jestm do tego przekonana , ale to jeszcze zależy od ludzi . Ten temat właśnie mi bardzo pasuje teraz do tego , co się dzieje w moim życiu . Ostatnio przekonałam się też co to jest miłość , ale także przekonałam się co to jest przyjaźń . Doceniłam to teraz najbardziej po stracie przyjaciółki . Ale cóż , jak to mówią nic nie trwa wiecznie . Za to mam przyjaciela , którym jest na prawdę moim dobrym przyjacielem . Znamy się zaledwie od 7 miesięcy , ale rozumiem się z nim tak dobrze , jakbym znała go już kilka lat . ; D W trudnych chwilach zawsze umie mnie pocieszyć i rozśmieszyć . Kiedyś byliśmy razem ok. jakiś 3 miesięcy. Z nim byc to jest nawet jak w bajce , bo według mnie mamy podobny charakter , dobrze się rozumiemy i to jest skutek tego , no ale niestety nasz związek się można powiedzieć , że rozpadł z inicjatywy tego , ponieważ się nie spotkaliśmy wtedy ani razu :P To było tylko takie planowanie i przekładnie tego z dnia na dzień . Ale teraz gdy już przyjdzie wiosna jak najszybciej się spotkamy . Więc będzie fajnie . Z nim jest super , na serio : ) : * I to ostatnie pisanie sobie kocham cię . Ale ciekawe o co w tym chodzi . Czy to jest takie kochanie po przyjacielsku , czy tylko pisanie dla przyjemności , czy może prawdziwa miłość ? I o to powstaje wielki znak zapytania !? ...
Dlaczego nie mogę się zakochać? Edyta podekscytowana opowiadała, że rozwiodła się z mężem, bo zakochała się w Marku. Po roku rozstała się z Markiem, bo zakochała się w Jacku. Magda słuchała coraz bardziej zdziwiona, aż zapytała: nie pojmuję, dlaczego niektórzy ludzie tak łatwo się zakochują, a inni tak rzadko albo wcale? Czy fakt, że nie możesz się zakochać, świadczy o tym, że nie możesz otworzyć serca? Czy może oznacza, że boisz się zaangażować, bo zostałaś zraniona? Może tak być, ale niekoniecznie... określ swoją sytuację Czy masz za sobą bolesne rozstanie? Czy nadal czujesz żal, że zostałaś porzucona? Czy ciągle kochasz byłego partnera? Czy porównujesz nowo poznanych mężczyzn z byłym partnerem? Czy czujesz się samotna, jeżeli nie jesteś w związku? Czy chcesz się zakochać, a nie możesz (chociaż próbujesz)? Czy nie chcesz się zakochać? nigdy więcej się nie zakocham! Jeżeli masz za sobą bolesne rozstanie, zostałaś porzucona dla innej, to prawdopodobnie boisz się otworzyć serce i komuś zaufać. Możesz zdajesz sobie z tego sprawę, a może nie, ale wszystko sprowadza się do ogromnego strachu, że miłość powoduje ból, a ty już nigdy w życiu nie chcesz tak cierpieć. Cały czas doskonale pamiętasz bezsenne noce, tęsknotę, ogromny żal i poczucie skrzywdzenia. Jednak bez zaangażowania i zaufania nie zakochasz się i nie stworzysz poważnego związku, choćbyś nie wiem jak głęboko i mocno tego pragnęła. Jeżeli nie niesiesz w sobie traumy po rozstaniu, od dłuższego czasu jesteś sama, poznajesz mężczyzn, a z tych spotkań nic nie wynika, bo twoje serce pozostaje niewzruszone, to przyczyn może być kilka. nie zamknęłaś przeszłości Rozstanie, a nawet całkowity brak kontaktu, nie sprawiły, że przestałaś go kochać. Trudno ci przyznać samej przed sobą, że cały czas za nim tęsknisz. I gdyby tylko zadzwonił i poprosił o spotkanie to rzuciłabyś wszystko, żeby tylko go znowu zobaczyć. Tłumaczysz sobie, że skoro minęło tyle czasu, a on milczy- to w końcu czas na spotkania z innymi mężczyznami. Masz nadzieję, że nowa miłość sprawi, że o nim zapomnisz. Co robisz? Wszystkich mężczyzn porównujesz z byłym. I chociaż rozsądek podpowiada ci, że nie ma powrotu do przeszłości, to jednak serce wciąż pamięta. I nie jest w stanie otworzyć się na nowe. Dlatego zrób wszystko, żeby pozamykać stare sprawy z przeszłości. Zajmują one całą przestrzeń. Nowe pojawi się wtedy, gdy zrobisz na nie wolne miejsce. Świat energii nie znosi pustki. Jeżeli powstaje wolna przestrzeń, to ona się zapełnia. Doskonale widać to w sytuacjach, gdy ludzie się rozwodzą. Nagle, nie wiadomo skąd, zaczynają pojawiać się nowe osoby. Masz wrażenie, że to przypadek. Jednak przypadków nie ma. wypełniasz swoją pustkę Dlaczego tak szybko i często się w kimś zakochujemy? Im większe mamy braki w sobie, tym intensywniej i zachłanniej poszukujemy kogoś, kto nam te braki zrekompensuje. Warto się zastanowić i uświadomić sobie, co takiego daje mi ta druga osoba, czego sama sobie dać nie umiem. Jakie moje potrzeby zaspokaja, których sama nie umiem zaspokoić. Może szukasz potwierdzenia swojej wartości, że jesteś inteligentna, ładna. Może nie mając drugiej „połówki” czujesz się niepotrzebna? Może nie umiesz żyć samotnie, może potrzebujesz widzieć akceptację w oczach innej osoby? Może ona ma w sobie coś, czego tobie brakuje, albo potrafi coś robić, czego ty nie umiesz, a byś chciała. W takiej sytuacji podświadomie szukasz tego wszystkiego u drugiej osoby. Wtedy na każdego mężczyznę patrzysz przez różowe okulary. Dostrzegasz w nim to, czego potrzebujesz, a umysł od razu daje nadzieję, że może to właśnie ten. Sama siebie „nakręcasz”, w pewnym stopniu tworząc iluzję, że w końcu spotkałaś idealnego mężczyznę. Nie dostrzegasz w tym czasie jego wad. A jeżeli nawet je widzisz, to bagatelizujesz. Tak bardzo pragniesz związku i tego, żeby ktoś cię pokochał. To bardzo krótka droga do uzależnienia się emocjonalnego od drugiej osoby. Gdy nagle okazuje się, że to „nie ten”, że pomyliłaś się, wówczas szybko przenosisz swoje pragnienia na następnego mężczyznę. I znowu jesteś przekonana, że „to na pewno ten właściwy”. bo ty jesteś taka wymagająca Słyszysz często te słowa od mężczyzn? To dobrze. Osoba, która kocha siebie, jest szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia w każdym aspekcie - nie szuka pobieżnie i zbyt szybko uzupełnienia w drugiej osobie. Nie daje się łatwo „oczarować”. Wie czego chce, kogo chce i potrafi na to cierpliwie czekać. Nie ma parcia, że już, szybko, najlepiej teraz, bo przecież czas upływa, a ja jestem sama. Wie, że co ma być, to będzie i że warto poczekać. Nie będzie dążyć za wszelką cenę do związku. Nie musi nim bowiem wypełniać swojej pustki, bo jej po prostu w sobie nie ma. Skoro sama tworzy pełnię, to nie potrzebuje swojej połówki, żeby tworzyć całość. Jednak, gdy spotka tę właściwą osobę, wówczas tworzy piękny, pełny związek. Oparty na prawdziwej i czystej miłości. Taki w którym nie ma uzależnienia. nie potrafisz udawać Ostatnia przyczyna, że „nie możesz się zakochać” jest taka, że nie potrafisz robić nic „na siłę”. Miłość jest albo jej nie ma. Gdzieś pośrodku może być przyjaźń. Jednak to zupełnie nie to samo. Wiele osób buduje swoje związki na zasadzie układu. Nie potrafią nikogo pokochać i są już tym tak zmęczone, że w końcu wiążą się z osobą, która spełnia ich oczekiwania, z którą łączą ją podobne zainteresowania. Jednak z zakochaniem się ma to niewiele wspólnego i w niczym nie przypomina związku, może i niedoskonałego, ale szczerego i opartego na miłości. Michał spotykał się z Moniką. Na początku nic do niej nie poczuł, oprócz sympatii. Monika była ładna, sympatyczna, mieli wspólne zainteresowania. Wspólnie wyjechali na wakacje, wychodzili na imprezy, był też dość dobry seks. Jednak po dwóch miesiącach Michał zakończył znajomość. Monika wyraźnie chciała czegoś więcej, oczekiwała deklaracji. A on poczuł, że te spotkania go męczą, że dłużej tak nie może. Stwierdził, że nie potrafi się w niej zakochać. Spotykając się z nią czuł, że oszukuje ją i siebie, nie potrafił udawać, że ją kocha. Możemy spotykać wielu mężczyzn, czy kobiet. Pięknych, inteligentnych, zgrabnych. Kalkulując rozumem- idealnych partnerów. Jednak to, co wydaje się idealne, niekoniecznie będzie tym co wyzwoli nasze emocje i sprawi, że zaczniemy czuć sercem. Lepiej poczekać niż „na siłę” brnąć w związek, który zazwyczaj i tak się rozpada. Pretensje drugiej osoby są często ogromne i osoba, która zrywa znajomość będzie wysłuchiwać pretensji a często i oskarżeń pod swoim adresem. Dlaczego nie możesz się zakochać? Wystarczy poszukać odpowiedzi wewnątrz siebie. Tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie, a znając przyczynę- możesz to zmienić.
Są dwa powody, dla których piszę tę notkę. Po pierwsze mam świetne zdjęcie do wykorzystania. Po drugie zadano mi ostatnio takie pytanie i nie do końca skumałam, czy to było ironiczne czy raczej na poważnie. Także odpowiedź będzie trochę ironiczna a trochę na poważnie. Czy feministka może się zakochać? A idąc dalej to czy w ogóle mogą zaistnieć relacje uczuciowe z tzw. Wrogiem, czyli mężczyzną zwanym czasem męską szowinistyczną świnią? Jak pogodzić codzienny front walki z patriarchatem sypiając w jednym łóżku z przedstawicielem Dominującego Zła, czyli (zazwyczaj) Białym Mężczyzną z Klasy Średniej? Jak walczyć o parytety, kwoty, większość ilość przedszkoli oraz żłobków, równe zarobki kiedy to nagle zaczyna się być zasypywaną kwiatami? Kwiaty jak wiadomo usypiają bojową czujność feministek. Czy odpuścić sobie wykłady o uprzedmiotowieniu kobiecego ciała przed witryną z seksowną bielizną czy ciągnąć dalej bez mrugnięcia okiem? I co z tymi randkami? Kto płaci? Raczej on czy raczej Ty? A może jakoś tak na pół? Jak wiadomo to kluczowy problem z feministkami: trudno się zorientować czego tak naprawdę chcą. Z jednej strony kobieta, ale z drugiej feministka jednak. Kto kogo będzie przepuszczał w drzwiach i całował po rękach? Cholera. Powiem Wam szczerze, że może nie być łatwo. Są dwa wyjścia: Jedno z nich to odeprzeć atak! Nie uginać karku pod jarzmem miłości i wyjechać daleko pozostawiając obiekt westchnień z kwiatami w rękach. Porzucić mężczyznę wręczając mu jakąś feministyczną lekturę, aby od dziś zionął nienawiścią na widok każdej przedstawicielki płci uznawanej (czasem niesłusznie) za piękną. Przygarnąć kolejnego kota i w ramach ochrony przed adoratorami zapuścić wszystkie możliwe włosy i zakupić sztuczne pryszcze. Albo przynajmniej sztuczne wąsy. Co dzięki temu osiągniemy? Na pewno satysfakcję oraz moralne zwycięstwo. Świętować je należy z dużą ilością butelek wina. Drugie rozwiązanie to dobre ulokowanie uczuć. Wiadomo, iż nie da się tego przewidzieć, ale… można próbować. Partner ochoczo zabierający się do czynności domowych może nas na początku zwodzić, ale jeśli ma siły i chęci zwodzić to zapewne wejdzie mu to w nawyk. Mężczyzna, który potrafi przyszyć guzik i wyprasować sobie koszulę wzrusza bardziej niż ciężarówka tulipanów. Warto poznać zwyczaje przeciwnika oraz jego poglądy na sprawy różne i jak najbardziej kontrowersyjne, by wiedzieć czy rzeczywiście sypiamy z wrogiem. A może, tak się szczęśliwie złoży, że jednak ze sprzymierzeńcem? Należy dać mu szansę i zestaw zadań bojowych: wstawianie pranie, wynoszenie śmieci, kupno podpasek, wspólna wizyta u ginekologa, wypad na Kongres Kobiet, romantyczny spacer w trakcie Manify… Do poduszki koniecznie Zadra, a jak coś ma czytać online to tylko Codziennik Feministyczny! Testować jego cierpliwość, dyskutować, nie dać sobie ust zamknąć pocałunkiem. Jak nie ucieknie od razu to może zostanie na dłużej. Polly Vernon w „Hot Feminist” zastanawiała się jak rozplanować to męsko-damskie pole walki: gdzie oddać pole, a na co naciskać. Czy wytoczyć od razu ciężkie działa czy może jednak taktyka małych kroków w walce o dom będzie skuteczniejsza. Jak traktować swojego partnera – nalegać na zmiany czy odpuścić i dać sobie spokój? Nie ma na to jednej recepty. A szkoda, chociaż… ile par tyle rozwiązań, dzięki czemu żywimy nadzieję, iż jednak da się stworzyć coś niepowtarzalnego i tym czymś jest międzyludzka relacja. Zdarza się, że ludzie, nawet Ci wyznający feministyczne poglądy i wartości się zakochują. Jest to proces mający mało wspólnego z logiką i nie podlegający kontroli. Jest jednak ciekawą okazją do przetestowania własnych granic i sprawdzenia jak bardzo jesteśmy w stanie iść na kompromis w kwestiach, które być może dla nas są oczywiste ale już dla kogoś innego nie bardzo. Nie ma jednak nic dziwnego w tym, że heteroseksualne feministki lokują swoje uczucia w heteroseksualnych mężczyznach i vice versa. Zdarza się to i homoseksualnym kobietom i mężczyznom, którzy nagle doznają gwałtowanego przypływu euforii z powodu drugiej osoby. Są pewne szanse, iż ta druga osoba także będzie feministką lub feministą. A jak jeszcze nie jest to dzięki nam na pewno zostanie. I tak oto świat stanie się lepszym miejscem. Także tego: Feministko zakochaj się!
Zakochanie —podobnie jak zależność dziecka od rodziców— to faza rozwoju a nie sposób na życie. Wielu (nie tylko młodych) ludzi utożsamia zakochanie ze szczytem szczęścia i marzy o tym, by zakochanie mogło trwać niemal wiecznie. Ludzie ci dziwią się, gdy stwierdzam, że podtrzymywać i ożywiać należy miłość a nie zakochanie. Niniejsze twierdzenie staje się oczywiste wtedy, gdy precyzyjnie określimy istotę procesu, zwanego zakochaniem. Otóż zakochanie jest czymś spontanicznym, gdyż wynika z emocjonalnej potrzeby bycia blisko drugiej osoby. Potrzebę tę szczególnie silnie przeżywamy w dzieciństwie w kontakcie z rodzicami. Dziecko pragnie nieustannie przebywać z rodzicami nawet wtedy, gdy przeżywają oni poważny kryzys i nie potrafią kochać syna czy córki. W okresie dorastania silnie odczuwana potrzeba bliskości — tym razem w odniesieniu do kogoś spoza rodziny — sprawia, że dany chłopak czy dziewczyna „musi” się zakochać. Wystarczającym „powodem” zakochania może być fryzura czy kolor oczu tej drugiej osoby. Istotą zakochania jest niezwykle silne zauroczenie emocjonalne, które prowadzi do równie silnej zależności od drugiej osoby. Jednak w człowieku nie ma nic bardziej zmiennego i nietrwałego niż uczucia. Właśnie dlatego zakochany bywa nieobliczalny. Czasem jest zdolny do wielkiego heroizmu, a za chwilę w porywie zazdrości może bezlitośnie skrzywdzić osobę, w której się zakochał. Trwanie całymi latami w zakochaniu byłoby coraz bardziej nieznośnym ciężarem zarówno dla zakochanego jak i (zwłaszcza!) dla osoby, w której on się zakochał i którą wszelkimi sposobami pragnie ukryć przed światem po to, by „mieć” ją tylko dla siebie. Pozostawanie na poziomie zakochania uniemożliwia dorastanie do miłości, gdyż potrafimy kochać jedynie tych ludzi, którymi się ogromnie cieszymy, ale od których nie jesteśmy aż tak bardzo emocjonalnie zależni, jak to ma miejsce w zakochaniu. Każde zakochanie — podobnie jak niezwykle silna zależność emocjonalna dziecka od rodziców - kiedyś się skończy. Zwykle następuje to po kilku lub kilkunastu miesiącach. Nie musi natomiast skończyć się więź między zakochanymi osobami. Więź ta może trwać i rozwijać się jednak jedynie wtedy, gdy zakochanie stopniowo zamienia się w miłość. W sensie ścisłym zakochania nie da się ożywiać, gdy jego istotą jest — czasem wręcz chorobliwa - zależność emocjonalna od drugiej osoby. Zależność ta pojawia się i „wyczerpuje” w sposób spontaniczny. Zakochany człowiek nie jest w stanie przedłużyć swego zakochania wysiłkiem woli. Nie jest też w stanie wzbudzić ani ożywić u drugiej osoby tych przeżyć, których on sam doświadcza. Nie jest zwłaszcza w stanie przymusić tej drugiej osoby do tego, by także ona się w nim zakochała. Z perspektywy rozwoju zakochanie jest potrzebną fazą dorastania do miłości, ale nigdy nie jest celem samym w sobie. Głównym zadaniem osób zakochanych jest czujność i dyscyplina, by nie wyrządzić krzywdy ani samemu sobie, ani tej drugiej osobie. Odpowiedzialność w zakochaniu polega zwłaszcza na tym, by coraz mniej poddawać się uczuciom - które bywają przecież ślepe - a coraz bardziej kierować się miłością, która oznacza troskę o rozwój i o świętość drugiej osoby. Doświadczenie dowodzi, iż dla wielu ludzi okres zakochania staje się początkiem tragedii zamiast stać się drogą do szczęścia. Wiąże się to zwłaszcza z faktem, że coraz młodsi chłopcy i dziewczęta przeżywają intensywne zakochanie. Zwykle jest to skutek braku miłości i radości w domu rodzinnym. Zakochanie bywa w takich przypadkach formą emocjonalnej ucieczki z domu, w którym ktoś nie czuje się szczęśliwy ani bezpieczny. Skutki niedojrzale przeżywanego zakochania bywają czasem tragiczne: prowadzą do dramatycznych zranień emocjonalnych, do nieodpowiedzialnej inicjacji seksualnej czy do śmiertelnych uzależnień chemicznych. Niedojrzałość w zakochaniu przejawia się najczęściej poprzez egoistyczne skupianie się na własnych przeżyciach, poprzez emocjonalne szantażowanie drugiej osoby a także poprzez szukanie cielesnej intymności dosłownie za wszelką cenę. Większość dramatów małżeńskich ma swoje korzenie w naiwnie przeżytym zakochaniu. Nierzadko zadajemy sobie pytanie: jak ktoś tak wrażliwy i szlachetny mógł poślubić kogoś tak powierzchownego i egoistycznego? W większości przypadków odpowiedź jest podobna: osoba ta (najczęściej kobieta) w okresie zakochania uległa emocjonalnemu szantażowi tej drugiej osoby i nierozważnie dopuściła do takiej intymności psychicznej i cielesnej, z której nie potrafiła się już wycofać. W konsekwencji zakochanie nie stało się drogą do miłości lecz zamieniło się w pożądanie lub w podporządkowanie. Warto pamiętać o tym, że każde zakochanie powinno być fazą dorastania do miłości, ale nie każde zakochanie powinno prowadzić do małżeństwa. Rzadko pierwsze zauroczenie kończy się małżeństwem, gdyż zwykle pojawia się zbyt wcześnie, by obie strony były już dojrzałe i gotowe do miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Czasem nie wolno wręcz dopuścić do tego, by zakochanie prowadziło do małżeństwa. Taka sytuacja ma miejsce na przykład wtedy, gdy ktoś z nastolatków zakochuje się w nauczycielu czy w księdzu, albo gdy osoba związana węzłem małżeńskim zakochuje się w kimś innym niż małżonek. Dojrzale przeżywane zakochanie nie przybiera formy romansu lecz przejawia się w coraz większym zdumieniu niepowtarzalnością oraz godnością drugiej osoby. Nigdy nie nauczy się kochać ten, kto w swym rozwoju zatrzymuje się w fazie zakochania. Dramatycznie mało do zaoferowania drugiej osobie ma ten, kto potrafi jej zaoferować jedynie swoje zakochanie. Sensem zakochania nie jest trwanie w tej fazie rozwoju lecz uczenie się dojrzałej miłości poprzez serdeczny kontakt z osobą drugiej płci. Więź między zakochanymi zamiera wtedy, gdy zakochanie nie przemienia się w miłość. W zakochaniu uczucia wyprzedzają miłość, a w miłości nie nadążają za radością. Pierwszym przejawem czułości między tymi, którzy kochają, jest cierpliwość. Tymczasem człowiek zakochany jest zwykle kimś wyjątkowo niecierpliwym. Czułość związana z miłością jest niezależna od wieku czy wyglądu drugiej osoby. Jest to czułość skupiona na osobie, a nie na jej cielesności. Przykładem takiej właśnie czułości jest kochający mąż, który przy łóżku schorowanej żony zachwyca się jej pięknem, którego nie widać z zewnątrz i okazuje żonie taką serdeczność, której mogą mu pozazdrościć wszyscy zakochani. Jeśli osoby zakochane dorastają do miłości, to pozostaną przyjaciółmi i będą sobie wdzięczne za ten okres wspólnego rozwoju także wtedy, gdy nie zdecydują się na zawarcie małżeństwa. Oczywiście zakochanie przynosi najbardziej niezwykły owoc wtedy, gdy staje się początkiem takiej historii miłości, która prowadzi do zawarcia małżeństwa i do założenia rodziny. Jeśli tak się stanie, to w kolejnych okresach życia nie jest potrzebne ożywianie zakochania lecz troska o wzajemną miłość, gdyż miłość — w przeciwieństwie do zakochania - nie jest postawą spontaniczną. Dorastanie do wiernej i świętej miłości wymaga czujności, dyscypliny i serdecznej więzi z Bogiem. Tylko Ten, który jest miłością, może nauczyć nas kochać w sposób nieodwołalny i niezawodny. Miłość chroniona przyjaźnią z Bogiem oraz prawdą i odpowiedzialnością, prowadzi do takiej radości i czułości, jaka jest nieosiągalna w zakochaniu. opr. mg/mg
czy anioł może się zakochać