Ucho igielne – otwór w igle, umieszczony na jednym z jej końców, służący do przewlekania przezeń nici; otwór ma zwykle kształt owalny. Ucho igielne weszło do metafor jeszcze w starożytności jako skrajna hiperbola , wyrażało rzecz niemożliwą do wykonania [1] . SŁOŃ: nadeptuje na ucho niemuzykalnego ★★★ sashenka7: KLAPA: ma ją płaszcz, ma i fortepian ★★★ KLIPS: zdobi kobiece ucho ★★★ NITKA: łatwiej przejdzie przez ucho igielne ★★★ Dick: OREJA: ucho wołowe smażone we fryturze ★★★★ Gorol: DŹWIĘK: łapany przez ucho ★★★ NARZĄD: wzroku oko, słuchu ucho RT @kuktacz: Prędzej bogol przejdzie przez ucho igielne nim autobusem jechać na zakupy by miał. 30 Apr 2023 20:42:50 Ucho igielne ; Ucho igielne . Redakcja. 18 czerwca 1999, 5:59 zamieściliśmy na pierwszej stronie właśnie to hasło wraz ze zdjęciem zakonnicy patrzącej przez lornetkę. Oczywiście Provided to YouTube by BookwireChapter 22.6 - Przez ucho igielne · Wioletta MilewskaPrzez ucho igielne℗ SAGA EgmontReleased on: 2022-07-29Artist: Wioletta Mi Odwiedziliśmy rosyjską cerkiew prawosławną, gdzie znajduje się starożytna brama i tzw. ucho igielne, czyli nocne wąskie wejście do nieba. Ta postać to nasza Kasia 🙂 Wszystkie dziewczyny by móc wejść do tej cerkwi otrzymały spódnice i chusty na głowy. Ogłaszamy konkurs. Prosimy rozpoznać nasze babuszki… . Lechia Gdańsk najbliższe mecze ligowe ze Śląskiem Wrocław ( i Lechem Poznań ( rozegra już na stadionie, który nie ma w nazwie Energa, ale dla klubu nie będzie to miało żadnych konsekwencji. Umowy biało-zielonych tak ta sponsorska z koncernem energetycznym, jak i z miastem na korzystanie z obiektów - pozostają bez zmian i są ważne do 30 czerwca 2021 roku. Stadion Energa Gdańsk przeszedł do historiiJak informowaliśmy, z końcem października wygasła umowa pomiędzy Gdańskiem a Energa SA na mocy, której obiekt na Letnicy nosił nazwę Stadion Energa Gdańsk. Koncern energetyczny poinformował, że nie jest zainteresowany jej przedłużeniem. Jako że zarazem jest to sponsor główny Lechii Gdańsk, a biało-zieloni rozgrywają na tym stadionie mecze ligowe, sprawdziliśmy, czy coś zmieniło się w klubowych kontraktach po tym zdarzeniu. - Grupa Energa jest sponsorem głównym Lechii Gdańsk i podpisana niedawno umowa obowiązuje do końca sezonu 2020/2021. Ta umowa jest niezależna od rozmów, które Grupa Energa prowadzi z operatorem stadionu w Letnicy, spółką Arena Gdańsk Operator - informuje Arkadiusz Bruliński, dyrektor Działu Komunikacji i rzecznik prasowy gdańskiego zasłonić puste trybuny i jeszcze na tym zarobić? Pieniądze, które Energa SA płaciła za prawo do nazwy stadionu, wyłącznie trafiały do kasy Arena Gdańsk Operator, czyli spółki zarządzającej obiektem. Z tego tytułu klub nie otrzymywał żadnych gratyfikacji. Natomiast finansowania zapewnia mu osobna, własna umowa ze że aktualnie obowiązująca umowa między Lechią a Energą może być najwyższą w historii między tymi podmiotami, o ile piłkarze wywalczą miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach. Obecny kontrakt zawiera bowiem bonusy za konkretny wynik sportowy. Natomiast nie ma w nim zapisów, które obowiązywały w poprzednich umowach, uzależniających niektóre wypłaty od frekwencji na trybunach. Rekordowy kontrakt Lechia Gdańsk - Energa SANadal również ważne i nie wymagające nowych negocjacji są umowy Lechii z zarządcami miejskich obiektów, z których korzysta klub. Na Letnicy rozgrywane są nie tylko mecze, ale tam mieści się siedziba klubu. - Nieprzedłużenie umowy dotyczącej sponsorowania stadionu nie wpływa ani na naszą współpracę z Grupą Energa, ani na naszą współpracę z Arena Gdańsk Operator. Stadion wykorzystujemy kompleksowo na potrzeby pierwszej drużyny oraz korzystamy z przestrzeni biurowych obiektu. Umowa ta obowiązuje do końca sezonu 2020/2021 - dodaje dyrektor zmienił powołania w Lechii GdańskLechia do Arena Gdańsk Operator odprowadza stałą, roczną opłatę. Jej wysokość obie strony strzegą tajemnicą handlową. Biało-zieloni w tym miesiącu na stadionie w Letnicy mają zameldować się dwukrotnie. 20 listopada zmierzą się ze Śląskiem Wrocław, a 10 dni później z Lechem Poznań. Oba spotkania wyznaczone są na godzinę 18 i jeśli nic się nie zmieni, rozgrywane będą bez udziału baza treningowa Lechii mieści się na stadionie przy ul. Traugutta. Ten miejski obiekt jest administrowany przez Gdański Ośrodek Sportu. - Obecna umowa jest ważna do roku. Według wyciągu z umowy: "Najemca korzysta z Obiektu Sportowego Traugutta 29 lub jego części w celu przeprowadzenia treningów, piłkarskich rozgrywek sportowych nie będącymi imprezami masowymi oraz piłkarskich rozgrywek sportowych będących imprezami masowymi w rozumieniu ustawy z dnia 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych. Za korzystanie z obiektu lub jego poszczególnych części Najemca będzie uiszczał czynsz najmu na zasadach i w wysokościach określonych aktualnym zarządzeniem Prezydenta Miasta Gdańska w sprawie ustalenia odpłatności i zasad korzystania z obiektów sportowych Gminy Gdańska administrowanych przez Gdański Ośrodek Sportu" - informuje Grzegorz Pawelec, starszy specjalista ds. komunikacji GOS Gdańsk. Już 20 zakażonych w izolacji. Pozostali trenują indywidualnieW tym przypadku kwoty, które trzeba zapłacić za poszczególne treningi, czy mecze są ogólnodostępne i określone w rozporządzeniu prezydenta Gdańska, które zamieszczamy poniżej. Na przykład wynajęcie całego stadionu na dobę to koszt około 37 tys. Prezydenta Miasta Gdańska w sprawie ustalenia odpłatności i zasad korzystania z obiektów sportowych Gminy Miasta Gdańska administrowanych przez Gdański Ośrodek Sportu - pełna treść Typowanie wyników LECHIA Gdańsk 3:2 (bez publiczności) Śląsk Wrocław Jak typowano 58% 167 typowań LECHIA Gdańsk 31% 87 typowań REMIS 11% 33 typowania Śląsk Wrocław LECHIA Gdańsk 0:1 (bez publiczności) Lech Poznań Jak typowano 45% 130 typowań LECHIA Gdańsk 22% 63 typowania REMIS 33% 97 typowań Lech Poznań Tabela po 9 kolejkach Piłka nożna - Ekstraklasa Drużyny M Z R P Bramki Pkt. 1 Raków Częstochowa 9 6 2 1 20:9 20 2 Legia Warszawa 9 6 1 2 14:9 19 3 Górnik Zabrze 10 5 2 3 15:10 17 4 LECHIA GDAŃSK 9 5 1 3 17:13 16 5 Pogoń Szczecin 8 4 3 1 10:5 15 6 Śląsk Wrocław 10 4 2 4 15:12 14 7 Zagłębie Lubin 8 4 2 2 10:7 14 8 Jagiellonia Białystok 9 3 2 4 9:13 11 9 Wisła Kraków 9 2 4 3 14:12 10 10 Warta Poznań 9 3 1 5 6:9 10 11 Cracovia 9 3 5 1 14:12 9 12 Lech Poznań 8 2 3 3 14:13 9 13 Wisła Płock 8 2 3 3 10:12 9 14 Podbeskidzie Bielsko-Biała 9 1 3 5 10:22 6 15 Piast Gliwice 9 1 2 6 7:15 5 16 Stal Mielec 9 1 2 6 8:20 5 Rozgrywki trwać będą przez 30 kolejek systemem każdy z każdym mecz i rewanż. Nie będzie rywalizacji w drugiej fazie, w grupach. Zdegradowana zostanie tylko najsłabsza drużyna, bo od kolejnego sezonu ekstraklasa zostanie powiększona do 18 zespołów. Cracovia rozpoczęła sezon z pięcioma ujemnymi punktami. Tabela wprowadzona: 2020-11-21 Wyniki 9 kolejki LECHIA GDAŃSK - Śląsk Wrocław 3:2 (0:1) Stal Mielec - Warta Poznań 0:1 (0:0) Cracovia - Jagiellonia Białystok 3:1 (1:1) Legia Warszawa - Lech Poznań 2:1 (0:1) Raków Częstochowa - Wisła Kraków 0:0 Górnik Zabrze - Piast Gliwice 1:2 (0:1) Podbeskidzie Bielsko-Biała - Zagłębie Lubin (przełożony na Wisła Płock - Pogoń Szczecin (przełożony na Mecze awansem z 10. kolejki: Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze 0:0 Pogoń Szczecin - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (0:1) Według wielu wspinaczy w Polsce istnieje w zasadzie tylko jedna skała – Pochylec. By zobrazować, co kryje się za tak śmiałą tezą, trzeba spróbować nakreślić charakter tamtejszych pasaży. Za przykład podam drogę czy też kombinację dróg o nazwie Odlot Proroka, która jest wyceniona na (7c+). Droga ma około 60 przechwytów, z czego mniej więcej 30 prowadzi do tak zwanego „restu” (dwa większe chwyty w połowie skały), kolejne 10 do tzw. „płucek” (pionowy chwyt w charakterystycznym kształcie), a dopiero kolejne stają się ewidentnie trudne, rozpoczynając cruxa w okolicy przechwytu nr 45, co stanowi o wycenie całości. Dodam, że do ,,płucek” teren mógłby być wyceniony spokojnie na może nawet z łamańcem na 4. Nie ma to jednak większego znaczenia. Na Pochylcu chodzi bowiem o ciąg trudności i wspinanie jako ruch, który jest choć minimalnie podobny do zachodniego. To przecież tu, od wiosny do jesieni znajdziemy, jak nigdzie indziej na Jurze (no, może jeszcze w Jaskini Mamutowej), wiszące na stałe ekspresy. Dojazd i miejsce pod skałą Pochylec znajduje się w Dolinie Prądnika przy drodze nr 773, tuż obok skrzyżowania tej drogi i odnogi prowadzącej do Ojcowa. Jest to ważna informacja, bowiem skała jest na granicy Ojcowskiego Parku Narodowego. Wspinając się tu, trzeba o tym pamiętać, by nie zniszczyć wypracowanych zezwoleń i porozumień dotyczących ruchu wspinaczkowego na tym kawałku wapienia. Parkujemy na poboczu lub na utwardzonym terenie tuż pod skałą. Jako, że zderzak nieomal dotknie drewnianych tarasów, to i o nich słów kilka. Kilka lat temu dzięki inicjatywie “Nasze Skały” bardzo niekorzystny teren w okolicy startów do dróg zamienił się w wygodne drewniane plateau. Pojawił się też toi-toi, który jest regularnie czyszczony. Patrząc przez pryzmat relacji środowisko wspinaczkowe – Park Narodowy jest to rewelacyjne rozwiązanie. Podobne działania można spotkać w wielu rejonach zachodnich (np. w Arco). Pochylec (fot. Kamil Żmija) Wszelkie głosy o niszczeniu natury są w tym miejscu całkowicie bezzasadne z uwagi na sąsiedztwo wspomnianej już drogi nr 773. Dla kierowców ciężarówek bywa ona darmowym ominięciem tzw. drogi olkuskiej. Domyślacie się, że ciszy pod Pochylcem po prostu nie ma. Można podziwiać Scanie, Steiery, traktory i kombajny, usłyszymy także wszelkie motocykle, quady i inne bolidy. Nie ominą nas też charakterystyczne pogwizdywania turbin samolotów lądujących w Balicach. A jeżeli jednak “usłyszymy” tu ciszę, to oznaczać będzie, że albo jest środek nocy, albo pomyliliśmy skały. Cisza jest tu unikatem. Półżartem mógłbym zaapelować raczej o ekrany akustyczne niż próbować komuś wmawiać, że jadę na Pochylec poobcować ze środowiskiem naturalnym. Wiadomo bowiem, że hałas wynikający z bliskość drogi nie jest atutem Pochylonego. Zapewne każdy wolałby, aby to cudo Jury stało w środku lasu, nawet niekoniecznie z tarasami. Drogi na Pochylcu – rys historyczny Odkrycie Pochylca przypisywane jest Ricowi Malczykowi i jego ekipie. Pokonali (może Rico pokonał – nie wiadomo do końca) na wędkę najpewniej Kocią kołyskę i Odlot Prowadzenia tych dróg nadeszły wraz z kolejnym pokoleniem czyli Nową Falą i Andrzejem Marciszem. Kolejno powstały też: Prostowanie Odlotu oraz sztandarowa Shock the Monkey W związku z tym, że terenu zaczęło brakować zaczęto do istniejących linii dokładać ograniczniki, często bardzo umowne. W ten sposób powstały: Pier…lony ogranicznik oraz Ekspozytura szatana (poprowadzona przez Piotrka „Szalonego” Korczaka). Pierwsze kobiece przejście Ekspozytury należy do Iwony Gronkiewicz – Marcisz (1997r). Z czasów Nowej Fali pochodzi również Powerplay wymyślony i przewędkowany przez wspomnianego już Andrzeja Marcisza, ale poprowadzony dopiero przez Sebastana „Ziejkę” Zasadzkiego (1995 r.). Było to wydarzenie symboliczne w polskim ogródku wspinaczkowym. Oznaczało zmianę pokoleniowej warty na kolejną, czyli na „Dzieci Korony”. Pierwszą kobietą, która pokonała Powerplay była Ola Taistra (2004 r.). Kolejne pokolenia także dokładały swoje trzy grosze do Pochylca, mimo że wydawać by się mogło, że skała jest już zapełniona wariantami i wariancikami. Ostatnią jak na razie drogę wytyczył tam Piotrek Schab i jest to Batalion skała (2012 r.). W 2016 r. tę drogę pokonała nasza redakcyjna koleżanka Kinga Ociepka – Grzegulska. Pochylec – ciekawostki Nazwa Odlot pochodzi od wędkowania tej drogi. Zawodnik, który odpadał w jej dolnej części doznawał rzeczywistego odlotu w stronę lasu. Zdarzyło się nawet skoszenie jakiegoś drzewa. Wojtek Kurtyka chciał pierwotnie nazwać drogę Wzlot jako Wzwód. Profil Pochylca jest dość charakterystyczny. Charakterystyczny profil Pochylca (fot. autor) Pewnego dnia 1996 roku skałę przeciął jak przecinak Marcin Bartocha, prowadząc w jeden dzień Ogranicznik Filar Pochylca i Ekspozyturę szatana Do dziś jest to wydarzenie budzące ogromny respekt, zwłaszcza że przeciętny zawodnik jest w stanie na Pochylcu oddać jedynie trzy, może cztery sensowne próby w ciągu dnia. W 2017 r. Adam ,,Gaduła” Karpierz pokonał w ciągu jednego dnia Odlot Kiełbasy oraz Nie Dla Psa Kiełbasa Fałszywy Prorok RP, Niepopier…ony Odlot Stefan Madej kilka dni później dołożył kolejną łańcuchówkę prowadząc w jeden dzień Batalion skała Filar Pochylca Fałszywy prorok i Shock the Monkey oraz w ramach rozgrzewki Odlot proroka Mimo, że wymienieni wyżej wspinacze znali lub powtarzali część z pokonanych dróg, to można śmiało powiedzieć, że są to wyczyny ,,z kategorii science fiction”. Do dziś w Polsce występuje teza, że prędzej słoń przejdzie przez ucho igielne niż słaby zawodnik poprowadzi Shocka Według szacunkowych danych liczba zawodników, która do dziś (czerwiec 2017 r.) poprowadziła Shocka może powoli dobijać do 80, a może nawet 100. Trzecie przejście Shocka zrobił Wojtek Kurtyka (pokolenie tzw. „Kaskaderów”). Istnieją zawodnicy, którzy rozgrzewają się na Shocku. Adam Pustelnik poprowadził Prostowanie Odlotu z ogromnym piorunem w stylu OS, wyceniając na 7c ( Podobno wszystko mu się tam zaginało. Na szczęście nikt jednak przeceny nie potraktował poważnie. Olek Król zjeżdża po poprowadzeniu Fałszywego Proroka (fot. autor) Stali bywalcy Pochylca swego czasu nie chcieli zaliczyć Nie dla psa kiełbasa autorowi tej drogi. Ponoć łapał się chwytu, którego nie można. Wiele chwytów ma swoje nazwy, oprócz wspomnianych „płucek”, jest też na przykład „ul”, który na Shocku łapie się jedną ręką, a na Ekspozyturze drugą. Na Pochylcu nie ma ograniczników…. to oczywiście żart, ale na większości dróg nie są tak nielogiczne, jak myśli większość osób. Tak czy tak, przejście drogi trudniejszej niż warto przed wpisaniem na jako „soft” skonsultować ze znawcami patentów. Natomiast Fałszywy prorok faktycznie nie ma żadnych ograniczeń, taka była też idea jego wytyczenia. Wspinanie na Pochylcu Zasadnicza ściana tylko rano znajduje się w słońcu, co jest zaletą. Jednak wiosną i jesienią będziemy od godziny 19:00 borykać się z charakterystyczną wilgocią pokrywającą skałę. Pochylec bywa oblegany, ale z uwagi na dość wysoko postawioną poprzeczkę trudności, a przez to sportową atmosferę na tarasach, dogadanie się z innymi wspinaczami, co do kolejności wiązania się liną, jest dość łatwe. W ciągu sezonu pod Pochylcem przewijają się zwykle te same twarze. Najłatwiejszą drogą jest Krecia robota znajdująca się całkiem z lewej strony skały. Jak na realia Pochylca nie jest zbyt urodziwa, natomiast postawiona na każdej innej skale wzbudzałaby spore zainteresowanie. Natomiast jak każda ,,pochylcowa” droga, odsiewa wspinaczy szukających szemranek – widziałem już tam niejednego zawodnika, chwalącego się tajemnymi drogi o wiele wyższej wycenie, który miał problem z przehaczeniem Kreciej roboty. Całkiem z drugiej strony, na ścianie, która w słońcu znajduje się po południu, jest Kaszalot i Wzlocik Niech nikogo nie zmylą niepozorne nazwy. Kasia Wrona prowadzi Kocią kołyskę (fot. autor) Na prawo od Kreciej roboty umiejscowiona jest jedna z najładniejszych dróg o wycenie w naszym kraju – Kocia kołyska. Jeżeli dodać ogranicznik u góry dostanie ona pełne Dalej to w zasadzie kilka i trudniejsze, wymienione wyżej propozycje, których tu reklamować nie trzeba, bo stanowią one najwyższe standardy wspinania w Polsce. Pamiętajmy, że aby uniknąć nerwowej atmosfery na tarasach w dobrym tonie jest nie patentować za długo Odlotu, ponieważ to właśnie nim startuje kilka dróg i kilka kombinacji. Wspinanie na Pochylcu jest rytuałem. Droga na Pochylec, prowadząca od strony Olkusza przez jedną z najładniejszych dolin w Polsce, tuż obok zamku w Pieskowej Skale i Maczugi Herkulesa, sama w sobie jest atrakcją. Metry na Pochylcu są, jak chyba nigdzie indziej, szansą na rozwój sportowy, bo zawsze przekładają się na każdą inną skałę (może oprócz Cim w Podzamczu). Na Pochylcu jest też szansa, by podpatrzeć jak wspinają się najlepsi w kraju, co często bywa pouczające. Warto też odwiedzić Pochylec, choćby jeden raz, by ocenić swój rzeczywisty poziom wspinaczkowy. fot. Adobe Stock, Roberts Images Kiedyś była moim wrogiem, ale po latach ją zrozumiałam i... nawet zaczęłam jej współczuć. Zobaczyłam ją dzisiaj w supermarkecie i aż stanęłam, zaskoczona. „Ona czy nie ona?” – myślałam, z trudem dopatrując się w tej starej kobiecie swojej byłej teściowej. Szła powoli, przygarbiona, ciągnąc za sobą torbę na kółkach, nie rozglądając się na boki. Ze zdziwieniem odkryłam, że wzbudziła już tylko moją litość, a nie złość. Po tylu latach… Mój rozwód z mężem nie należał do przyjemnych Prawdę mówiąc, Michał nie chciał mi go dać i zapowiedział, że prędzej słoń przejdzie przez ucho igielne, niż ja się od niego uwolnię. Dzielnie wspierała go w tym jego matka, uważając, że „co Pan Bóg złączył, człowiek niech się nie waży rozłączać”. Jakoś nie przyjmowała do wiadomości, że jej syn pije i nie tylko nie pracuje, ale jeszcze terroryzuje rodzinę! Miałam dosyć domowych awantur, a stanowcze „nie” powiedziałam wtedy, gdy mąż zaczął rzucać się z pięściami na naszego dorastającego syna. Czułam, że narasta między nimi konflikt nie do opanowania i w którymś momencie będę musiała wybierać między mężem a dzieckiem. Postanowiłam więc opowiedzieć się natychmiast po stronie Tomka i wystąpiłam o rozwód. Jestem przekonana, że mój mąż mnie nie kochał, choć próbował dowieść w sądzie, że darzył mnie uczuciem. On kochał tylko moje pieniądze, które pozwalały mu żyć bez pracy i pić każdego dnia. Na szczęście sąd to także zauważył i nie przedłużał sprawy, rozwiązując nasze małżeństwo już na drugiej rozprawie. Odetchnęłam z ulgą, gdy wreszcie trzymałam w ręku papiery rozwodowe Ale to nie był koniec moich kłopotów. Teściowa stanęła po stronie syna, co było zupełnie naturalne. W końcu która matka potrafi szczerze przyznać, że to jej dziecko jest winne i nieodpowiedzialne? Ale ona postanowiła pójść krok dalej i przeciągnąć na swoją stronę wnuka! Tomek miał już wtedy jednak jedenaście lat i nie był taki głupi, gdy babcia wpajała mu, że powinien kochać tatusia, a nie mamusię, która jest niedobra i rozbiła rodzinę. Chłopiec dobrze wiedział, jak jego tata potrafił zachowywać się w domu po pijaku, rzucać się na niego z pięściami i wyzwiskami. Zapowiedział więc twardo babci, że albo przestanie gadać głupoty, albo on nie będzie do niej przychodził. Nie przestała. I Tomek odmówił wizyt babci. Nie był u niej od dziesięciu lat… Wiem, że w tym czasie przeszła gehennę z moim byłym mężem Po rozwodzie przeprowadził się do niej i poznała smak życia z alkoholikiem. Niejedną rzecz wyniósł jej z domu, gdy odmawiała dawania mu na wódkę pieniędzy ze swojej skromnej renty. Nie było mi jej żal, dostała to, na co zasłużyła. W końcu mogła stworzyć wspólny front ze mną, swoją jedyną synową i razem być może udałoby się nam namówić Michała na leczenie. A tak zapił się. Na śmierć. Zmarł cztery lata po naszym rozwodzie. Byliśmy akurat z Tomkiem na wakacjach i nie mieliśmy pojęcia o pogrzebie. Może to i lepiej... Przynajmniej oszczędziłam sobie i synowi nerwów spotkania z tamtą rodziną i kompanami od kieliszka byłego męża. Nic przyjemnego patrzeć znowu na te twarze Teściowa zadzwoniła potem tylko raz, żeby wyrzucić wnukowi, iż nie był na pogrzebie własnego ojca. – Dzwoniłam do ciebie, specjalnie nie odbierałeś telefonów! – zarzuciła mu. Tomek bez słowa odłożył słuchawkę. Gdzie się podziała ta pewna siebie, rządząca wszystkimi kobieta? Miałam przed sobą niepozorną staruszkę, której kłopot sprawiało ciągnięcie torby z zakupami. „Ile ona może mieć teraz lat? Dobrze ponad siedemdziesiąt” – pomyślałam. „I co jej przyszło z tego wojowania ze mną i wnukiem? Nic, tylko samotność”. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że zrobiło mi się nagle żal tej kobiety. Głupia była i zaślepiona swoją miłością do syna, ale ja przecież za Tomka także byłabym w stanie dać się pokroić, żeby nie wiem, co zrobił. No i bywały takie momenty, że jednak okazywała się lojalna wobec mnie. Na przykład wtedy, gdy szczerze zeznała w sądzie, że to ja wniosłam więcej pieniędzy przy kupnie mieszkania. Dzięki temu je dostałam i nie musiałam się tułać z dzieckiem, a Michał wrócił do mamusi. „Może powinnam poprosić Tomka, żeby do niej zadzwonił?” – wpadło mi nagle do głowy. „W końcu to jego rodzina… Tak, powiem, że ją spotkałam i nie wygląda najlepiej. Dobrze by było, aby się dowiedział, co u niej i jak się miewa. A jeśli go wyzwie albo naskoczy na mnie? Cóż, wtedy Tomek znowu odłoży słuchawkę. Ale mam nadzieję, że jednak życie ją czegoś nauczyło i nie zaprzepaści tej szansy na nawiązanie kontaktów z wnukiem. Czas pokaże…”. Czytaj także:„Po ślubie moja Kalinka zmieniła się w jędze nie do wytrzymania. Szkoli mnie jak w wojsku. Ktoś mi podmienił żonę"„Urodziłam i mąż stracił na mnie ochotę. Woli po nocach oglądać porno niż pójść ze mną do łóżka. Czuję się jak śmieć"„Po 12 latach pracy, dzięki której wzbogacił się on, jego dzieci i jego była żona, ja nie mam nic” „Wiele lat obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość i zwróciłem szczególną uwagę na działania KK. Przypomina mi się również pewien cytat:”Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne”. Obraz, który widzę na co dzień, jest zatrważający. Wygląda na to, że większość (i to znakomita)” pracowników” KK nie chce się dostać do miejsca, o którym tak chętnie opowiadają... Reszta wniosków sama się nasuwa i nie muszę ich tutaj przytaczać. Pozdrawiam”- Podpisany imieniem i nazwiskiem czytelnik. Jeden z wielu listów, po którym moi mailowi rozmówcy oczekują, że wpiszę się w ten nośny trend wyliczania bogactwa, w jakim pławi się Kościół i gorszącego zachowania jego „pracowników”, łączących swoją aktywność zawodową (powołanie) z mamoną. Teraz powinienem pobawić się w wyliczankę(najlepiej popartą przykładami) : podać miejsca (parafie) i nazwiska kapłanów, którzy posiadają luksusy, niekiedy niedostępne dla maluczkich. No mógłbym jeszcze pojechać po hierarchach, mających do swojej dyspozycji samochody z najwyższej półki dilerskich salonów. I na koniec „wisienką na torcie”, byłby przykład zakonnika -biznesmena, który w podległych mu mediach modlitewne zdrowaśki przeplata numerem konta, na które pobożne duszyczki winny wpłacać spore datki. Zawiodę jednak( i pewnie kolejny raz spotkam się z zarzutem o sprzyjanie moim dawnym kolegom-kapłanom KK) i nie wpiszę się w tę wyliczankę katolików(i pewnie nie tylko tych praktykujących), będącą tematem rozmów przy niedzielnym placuszku zajadanym w otoczeniu najbliższych. Przed kilkoma laty w Indiach, kraju wielkim jak kontynent i ludnym ponad wyobrażenie, pojawił się inwestor (Anglik z urodzenia) i założył tam fabrykę produkującą tkaniny. Pewnie był jednym z tysięcy inwestorów, którzy w tym wielkim i biednym kraju zwietrzyli szansę na tanią siłę roboczą, przez co mogli liczyć na szybkie wzbogacenie się. Ten człowiek był jednak inny. W jego zakładach(zatrudnia kilka tysięcy pracowników), ludzie zarabiają dwa razy więcej, aniżeli pracownicy podobnych firm rozsianych na terenie tego wielkiego kraju. Ekscentryczny biznesmen nie robi tam interesu życia- nie pławi się w luksusie, jeździ skromnym samochodem i zostawia dla siebie kilkaset dolarów, bo stwierdził, że to mu wystarcza, a i tak żyje na całkiem dobrym poziomie. Może teraz trochę bliższy nam przykład. Człowiek, którego znają chyba wszyscy. Lider wielkiej partii, który na co dzień budzi w naszym społeczeństwie skrajne emocje-od uwielbienia po nienawiść. Pewnie wzorem innych liderów politycznych powinien poużywać luksusu bogactwa, a poprzestaje na skromnym, lekko już znoszonym garniturze i mieszka w leciwym szeregowcu, który pewnie odziedziczył po rodzinie. Ktoś powie, że jest już w wieku, gdy nie przykłada się wagi do dóbr materialnych i nie ma rodziny(poza kotem), więc po co mu góra bogactwa? On pewnie myśli podobnie, bo zrezygnował z dobrodziejstwa comiesięcznej emerytury, którą przeznacza na cele charytatywne i zadowala się poselską dietą( choć pewnie teraz ktoś zauważy, że ona wcale do małych nie należy i to prawda) Łatwo potrafimy wyliczać nadmiar innym i słusznie zauważamy, że w przypadku ludzi Kościoła to szczególnie razi. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że KK (Kościół katolicki) to nie tylko ludzie w sutannach, ale my wszyscy, którzy stanowimy wspólnotę w nim. A gdyby tak każdy z wiernych parafialnej trzódki oddawał na rzecz biedniejszych, powiedzmy 10% ze swoich zarobków (tych ponad przeciętnych!), to może byśmy się czuli trochę lepiej i to „igielne ucho” nie byłoby czymś niemożliwym do przebrnięcia? I może na koniec warto przypomnieć sobie przypowieść Chrystusa o Bogaczu i Łazarzu? Na końcu naszego ziemskiego czasu Bóg będzie rozliczał nas z wrażliwości wobec naszego bliźniego, każdego z nas: tego w sutannie, ale i chodzącego w krawacie biznesowego sukcesu także! Kryspin Trwa kontrola gminnej komisji dotycząca leśnych inwestycji w Pecnej. Ostateczne ustalenia mają być znane w maju, ale już dziś część radnych mówi, że burmistrz powinien odpowiadać przed sądem. Po informacjach od czytelników i ujawnieniu przez nas sprawy budowy wodociągu w lesie w Pecnej, w mosińskim samorządzie zawrzało. Choć sprawa wyszła na jaw w lutym, to do dziś temat przewija się na posiedzeniach gminnych komisji. Na fali oburzenia, jakie wywołała budowa wodociągu dla rodziny radnego, zastępca burmistrza Adam Ejchorst zadeklarował, że od teraz radni będą brali udział w składaniu wniosków do Aquanet w sprawie inwestycji, jakie spółka w przyszłości ma realizować w gminie. Sprawą zajęła się także gminna komisja rewizyjna, która wszczęła kontrolę dotyczącą budowy wodociągu i kanalizacji w lesie w Pecnej. – Komisja zbada, czy w trakcie procedowania tej sprawy mogło dojść do naruszenia prawa – mówił w Radiu MPL radny Andrzej Raźny – przewodniczący komisji rewizyjnej. Radny zapowiedział, że jeśli w toku analizy dokumentacji związanej z inwestycjami w Pecnej okaże się, że budowa wodociągu w lesie mogła odbyć się z naruszeniem prawa, rada miejska podejmie uchwałę o skierowaniu sprawy do prokuratury. Treść protokołu pokontrolnego komisji rewizyjnej ma być znana w maju. Już dziś jednak część radnych nie ma wątpliwości, że zamieszani w sprawę wodociągu powinni stanąć przed sądem. Wszystko przez wątpliwości dotyczące zgodności inwestycji z ustawą, regulującą realizację inwestycji, prowadzonych przez spółki wodno-kanalizacyjne. – Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzeniu ścieków mówi, że inwestycje ujęte w planach spółek wodociągowych muszą być zgodne ze studium. W tym przypadku, budowa wodociągu w tzw. ulicy Sosnowej w Pecnej ze studium nie jest zgodna – mówi radny Jan Marciniak. Tereny w Pecnej, do których poprowadzono wodociąg i planowano budowę sieci kanalizacyjnej w studium są opisane w studium jako tereny leśne. Jako uzasadnienie dla inwestycji wskazano natomiast budowę obiektów pomocy społecznej, które na terenach leśnych powstać nie mogą. – Zgodność inwestycji ujętych w planach spółki z obowiązującym studium sprawdza burmistrz. W tym przypadku, zarówno Jerzy Ryś jak i Przemysław Mieloch wprowadzili Aquanet i radę miejską w błąd, skłamali. Burmistrzowie podali nieprawdę, że inwestycja w Pecnej jest zgodna ze studium – dodaje radny Marciniak. – Moim zdaniem sprawa powinna skończyć się przed sądem. Muszą być wyciągnięte daleko idące konsekwencje wobec tych, którzy tę inwestycję forsowali – komentuje Jan Marciniak. Jak mówi radny, rada miejska będzie podejmować dalsze działania po przedstawieniu raportu pokontrolnego komisji rewizyjnej. 15 kwietnia odbyło się posiedzenie gminnej komisji, na której padły pierwsze ustalenia. – Pan za to powinien odpowiadać karnie – mówił wtedy radny Marciniak o roli burmistrza Mielocha w forsowaniu leśnych inwestycji, odnosząc się do ich zgodności z ustawą. – Być może, że tak powiem, tak będzie, a być może tak nie będzie – odniósł się do tych słów burmistrz. O zgodność inwestycji w Pecnej ze studium gminy Mosina zapytaliśmy także spółkę Aquanet. – Dla inwestycji w miejscowości Pecna (…) jako uzasadnienie wskazano konieczność zaopatrzenia w wodę i odbioru ścieków z obiektów przeznaczonych na cel społeczny, tj. Domy Seniora. Zamiary inwestycyjne w rejonie ul. Sosnowej w m. Pecna znalazły również odzwierciedlenie w przesłanym w 2017 roku przez Gminę do Spółki Projekcie Studium Uwarunkowań oraz Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Mosina oraz w projekcie budowalnym i wykonawczym budowy sieci wodociągowej przekazanym do uzgodnienia branżowego, a następnie do realizacji – przekazuje biuro prasowe Aquanet. Spółka odnosi się także do zgodności inwestycji zawartych w planie ze studium. – Zgodność ta jest weryfikowana przez wójta, burmistrza, prezydenta miasta po przekazaniu planu przez przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne – czytamy. Zdaniem radnych to właśnie stwierdzenie zgodności ze studium inwestycji w Pecnej przez kolejnych burmistrzów miało stanowić naruszenie prawa. – Zgodnie z tym, co mam w piśmie z referatu planowania do referatu inwestycji, jest tak, że wieloletni plan nie koliduje z polityką przestrzenną gminy, określoną w studium – mówił na posiedzeniu komisji rewizyjnej 15 kwietnia burmistrz. Obszar, gdzie poprowadzono wodociąg jest dziś określony jako teren leśny. Charakter działek, należących do rodziny Wiązka, do których poprowadzono wodociąg, mógłby się zmienić po uchwaleniu nowego studium, którego projekt na terenach w Pecnej dopuszcza usługi w zieleni. Do dziś jest to jednak jedynie projekt, a procedura związana z nowym dokumentem przeciąga się już ósmy rok. Nadal nie jest pewne, czy na działkach rodziny radnego kiedykolwiek będzie możliwa zabudowa. Wodociąg w lesie kosztował Aquanet około 250 tysięcy złotych, budowa kanalizacji miała pochłonąć kolejne 2 miliony. Utwardzona wysokiej jakości tłuczniem droga leśna wzdłuż wodociągu. Ocena artykułu: (Głosujących: 9)

prędzej słoń przejdzie przez ucho igielne